21:13

Kolorowy Świat Bambino - jak spędzić z dziećmi kreatywne wakacje ?

Kolorowy Świat Bambino - jak spędzić z dziećmi kreatywne wakacje ?

Wakacje w pełni. Pogoda nareszcie dopisuje (przynajmniej u nas). Dzieciaki od rana biegają po podwórku - dzięki Ci Boże za ogród (a pamiętam jak nalegałam na mieszkanie w bloku).

Ale ileż można biegać za motylami czyli kopać piłkę. Po pewnym czasie słyszę z oddali - "Mamoooo a co teraz mamy robić ? Bo nam się nudzi".
Najchętniej to zaciągnęłabym potomstwo do robót domowych ale potem mi powiedzą że matka dzieciom wakacje odbiera :P

Także tym razem postawiłam na kreatywne zabawy w ogrodzie. Duży arkusz papieru + zestaw akcesoriów plastycznych i można działać.

Ale właśnie o tych akcesoriach chciałam Wam więcej napisać. Dzięki firmie St. Majewski  mamy możliwość na własnej skórze przetestować artykuły Bambino. Chyba nikomu nie trzeba przypominać tej marki. Ja będąc dzieckiem jak dziś pamiętam komplet kredek Bambino w piórniku.
Ale od tego czasu sporo się zmieniło i teraz Bambino to nie tylko świetnej jakości kredki ale także farby, plasteliny, artykuły papiernicze itp.





Nas a w zasadzie Huberta najbardziej zachwyciły farby do malowania palcami które dodatkowo na każdym kubeczku z farbą posiadają wesoły stempelek (między innymi sowę, autko czy literki ABC)
Zestaw składa się z 12 intensywnych kolorów które po zmieszani ze sobą tworzą kolejne :)







A teraz chyba najważniejsze - farbki super zmywają się z ciała - wystarczy czysta woda i nawet ciemny niebieski kolor którym moje dziecko pomalowało sobie całe stopy ( w sensie nie tylko od spodu) znika w mgnieniu oka. Jeśli chodzi o ubrania to sprawdziłam kolor czarny i tak - jeśli od razu po zabrudzeniu przepierzecie ciuszki to śladu nie ma ale jeśli zostawicie i plama zaschnie może być problem (u nas na koszulce czarne kropki po praniu w 40st. niestety nie zeszły - ale to była koszulka do testów także strat nie ma :P )





Kolejna świetna rzeczy to dwustronne flamastry. Jest ich 6szt ale kolorów 12 :D
Fajna rzeczy po spokojnie zmieszczą się do małego piórnika. Kolory intensywne, super się nimi maluje po różnych powierzchniach np chodniku czy twarzy siostry ;)
W kwestii ścieralności hmm..  z twarzą bym nie ryzykowała bo trzeba było użyć sporo mydła i środków do demakijażu by Karina nie wyglądała jak meksykański gangster z pająkiem na policzku :P
Ogólnie lepiej nie malować nimi po ciele :) Flamastry są dość grube więc spokojnie można nimi zarówno malować kontury jak i kolorować.






Dla kontrastu są jeszcze cienkie pisaki - idealne do rysowania detali i konturów. Także jest ich 12 w opakowaniu i także lepiej rysować nimi po papierze, kartonie itp niż po skórze ;)



Ogólnie ja produktami Bambino jestem zachwycona i na pewno znajdą się one w wyprawce zarówno dla Kariny jak i Huberta.
A Was zapraszam na fun page Kolorowy Świat Bambino i do zapoznania się z ofertą firmy na stronie St. Majewski

A i najważniejsze - u nas w konkursie o którym przeczytacie TUTAJ  można wygrać między innymi genialne kredki Bambino oraz inne bardzo atrakcyjne produkty idealne do kreatywnego spędzania czasu z dzieckiem :)

ZAPRASZAMY !!!

 

18:25

Dlaczego skarbonka jest ważna w naszym domu? .. nasze wspomnienia ;)

Dlaczego skarbonka jest ważna w naszym domu? .. nasze wspomnienia ;)

             Dziś zabieram Was w podróż na słoneczną, radosną i przepiękną wyspę.

Majorka - bo o niej mowa - to największa w archipelagu Balearów wyspa hiszpańska na Morzu Śródziemnym o długości ok 100km i powierzchni 3600m2. Zamieszkuje ją około 850tys. mieszkańców. Głównym miastem i jednocześnie stolicą wyspy jest Palma de Mallorca.  To tam znajduję się niesamowity targ Mercat de I'Olivar o którym pisałam TUTAJ


Można by rzecz, że Majorka jest takim turystycznym rajem, gdzie nigdy nie brakuje słońca, pełno jest malowniczych zatoczek z lazurową wodą, piaszczystych plaż i romantycznych miejsc ale także głośnych klubów i restauracji.
W skrócie dla każdego coś się znajdzie :)


Kiedy wybrać się na Majorkę ? - sezon trwa od kwietnia do listopada, ale najlepszymi miesiącami głównie pod względem pogodowym są czerwiec-sierpień. We wrześniu lubią pojawić się gwałtowne deszcze (choć nas będących na Majorce w czerwcu deszcz też zaskoczył - choć padało zaledwie godzinę ;))

W okresie listopad-kwiecień Majorka pod względem turystycznym zamiera.
Jeśli pogoda nie ma dla nas większego znaczenia i jesteśmy nastawieni na zwiedzanie to w tym okresie na pewno nie będziemy stać w kolejkach a także ceny nas mile zaskoczą.

Jednak my - rodzina ciepłolubnych na Majorkę wybraliśmy się można powiedzieć w pełni sezonu - od 19 czerwca do 3 lipca.
Muszę przyznać że gwar i mnóstwo ludzi spacerujących wieczorem promenadami wzdłuż morza na początku mnie zaszokował - zwyczajnie ścieżko było się poruszać. Ale w kolejne dni turyści jakby rozprzestrzenili się po całej wyspie i spokojnie można było nawet manewrować wózkiem ;)


Nasza przygoda na Majorce zaczęła się w niedzielę około godziny 14:30 kiedy to wylądowaliśmy na lotnisku w Palmie. Stamtąd zostaliśmy przetransportowani do hotelu, który znajdował się w miasteczku S'illiot  w południowej części wyspy.




Po zameldowaniu się w hotelu udaliśmy się do pokoju, który trochę nas przeraził - po pierwsze poziom -1 (winda nie dojeżdża także trzeba było bagaże, wózek itp tachać po schodach) po drugie okno balkonowe zwyczajnie wychodziło nam na ulicę - było na równi z chodnikiem (a w barierce brakowało przęseł) więc oczami wyobraźni widziałam Huberta wychodzącego prosto na ulicę.
Na szczęście spędziliśmy w nim tylko 2 dni i bez najmniejszego problemu dostaliśmy pokój na 2 piętrze z dwoma balkonami, dwoma sypialniami i nawet dwoma telewizorami :P

  

I już wydawało nam się że wszystko będzie pięknie do 3-go dnia kiedy to Hubert złamał rękę... a zaczęło się tak zwyczajnie. Plan był taki że ja z dziećmi jadę do Safari Zoo a tata uderza na plażę ale że nie chciał nas samych puścić (chyba miał przeczucie że coś się stanie) to wyruszyliśmy wszyscy. Już na wstępie okazało się że pani rezydent miała nieaktualny cennik i pan kierowca który zabierał chętnych z promenady (oczywiście bus free :P) skasował nas na 64 euro :/ (a miało być 45 :/).

 
W kwestii czy było warto (pomijając fak złamanej ręki) - TAK. Dzieciaki były zachwycone gdy jechaliśmy busem bez szyb między biegającymi zwierzakami. Oczywiście największą furorę zrobiły małpy które wpakowały się kierowcy do środka i porwały całą torbę z jedzeniem :P.




 
Po trwającej ok 30 minut jeździe dojechaliśmy do Zoo gdzie mieliśmy czas wolny aż do ostatniego autobusu powrotnego.




Zwiedzając ZOO moje dzieciaki wypatrzyły plac zabaw który koniecznie chciały przetestować. Zgodnie z moją obietnicą poszliśmy tam - i to był błąd. Hubert upatrzył sobie duża zjeżdżalnie - pierwszy raz udało mu się zjechać i tak się chłopak nakręcił że przy drugim zjeździe na końcu nie spadł na nogi tylko wylądował twarzą w piasku - pewnie nic by się nie stało gdy nie podłożył ręki pod siebie. Upadając zwyczajnie ją przycisnął i było po sprawie.




Do hotelu wróciliśmy pierwszym autobusem i od razu zadzwoniliśmy do rezydenta co w takiej sytuacji zrobić.  Oczywiście nie wiedzieliśmy wtedy, że ręka jest złamana bo Hubert twierdził że nic go nie boli a na dodatek ręka w ogóle nie spuchła. Kupiliśmy bandaż i spray przeciwbólowy ale jak to rodzice woleliśmy mieć pewność że jest ok.
Dwa dni później wynajęliśmy samochód i pojechaliśmy do kliniki do której pokierował nas ubezpieczyciel. Oczywiście personel, sprzęt itp bez porównania (w Polsce niestety nadal jesteśmy daleko w tyle - głownie pod względem podejścia do pacjenta).
Po zrobieniu RTG jakież było nasze zdziwienie (a pani doktor chyba jeszcze większe bo też nie sądziła że to złamanie) gdy okazało się, że dziecko nasze załamało sobie dwie kości przedramienia.
Zamontowano mu gips pod pachę, wręczono stworka wykonanego z jednorazowej rękawiczki i odesłano nas do domu (tzn do hotelu).

W drodze powrotnej już myślałam jak teraz to wszystko będzie wyglądało. Hubert będzie płakał, marudził i w ogóle zamiast odpoczywać i cieszyć się wakacjami będziemy wszyscy chodzić zestresowani. Jakież było moje zaskoczenie gdy okazało się że moje dziecko w ogóle nie zwraca uwagi na gips, że on mu wcale nie przeszkadza a jeśli chodzi o marudzenie to owszem ale tylko wtedy gdy chciał wymusić kupno kolejnej zabawki ;)


To teraz może o tym czym tak oczarowała nas Majorka i co warto tam zobaczyć.

Przede wszystkim plaże - koło naszego hotelu zaledwie 5 minut drogi znajdowała się piaszczysta plaża Sa Coma z łagodnym zejściem do morza - idealna dla dzieci.










Poza nią postawiliśmy na urokliwe zatoczki -  Cala Morlanda - dużo kamieni przy brzegu ale w wodzie piasek. No i woda - krystaliczna, mieniąca się w słońcu rożnymi odcieniami lazuru.







Zwiedziliśmy jeszcze kilka innych plaż ale jakoś te dwie najbardziej przypadły nam do gustu. Niestety rozczarowała nas bardzo popularna i polecana we wszystkich przewodnikach plaża Es Trenc - stracone 7 euro na parking a przy morzu hmm.... woda z olbrzymią ilością morskiej trawy i ogólnie tak jakoś nie fajnie. Może byliśmy w złym miejscu bo plaża ta ciągnie się przez blisko 3km ale muszę to przyznać - jestem bardzo rozczarowana.


Jeśli poza plażowaniem lubicie tak jak my długie spacery i zwiedzanie ciekawych miejsc to polecam:

- Cuevas Drach w Porto Cristo - czyli smocze jaskinie - ilość osób które wchodzą na daną godzinę jest ograniczona więc najlepiej jechać koło 10-ej i wtedy spokojnie dostaniecie bilety na godzinę 11-ta (wejście od 10-17 (poza sezonem krócej a w grudniu całkiem zamknięte) cena 15 euro/ dorosły, 8 euro/dziecko 3-12 lat.
Jeśli na lotnisku bądź gdzieś w mieście dostaniecie ulotkę ze zniżką to nie cieszcie się na zapas - to nie o te jaskinie chodzi tylko jakąś mniejszą wersje która próbuje się na siłę rozreklamować używając nawet podobnego logo i zdjęć. Wrażenie super - a koncert na wodzie po prostu bajka :) Warto poczekać chwilę by przepłynąć się łódką po tym niesamowitym jeziorze ukrytym pod ziemią.









- przylądek Formentor - jazda krętymi drogami może niektórym zaszkodzić (ja bez Lokomotiwu nie dałabym rady) ale widoki rekomendują wszystko. Latarnia morska (która została przerobiona na restaurację z cenami z kosmosu :P)  umieszczona na północno zachodnim krańcu wyspy i te wszędzie biegające dzikie kozice dosłownie zaglądające do torebki w celu wyszukania jakiegoś jedzenia - po prostu ekstra :D po drodze z pewnością zahaczycie o punt widokowy Punta de la Nao - podobno najczęściej fotografowane miejsce w regionie.












- Targ Mercat de I'Oliviar - miejsce które mnie urzekło najbardziej -stąd osoby wpis TU






- Plama Aquarium - idealne miejsce dla rodzin z dziećmi (na wejście standardowo robią Wam zdjęcie, które przy wyjściu możecie zakupić za jedyne 10 euro :P - oczywiście nie macie takiego obowiązku). Akwarium po prostu piękne (żadne inne słowo nie przychodzi mi do głowy) - Hubert i Karina oczarowani - cały czas szukali Nemo :P
Niewątpliwie wielką atrakcją jest karmienie rekinów czy pływanie z płaszczkami (dodatkowo płatne) czy w końcu pobyt w prawdziwej dżungli.  Dodatkowo dla dzieci jest plac zabaw zarówno pod dachem jak i na zewnątrz. Można też pomalować buźkę a na końcu w sklepie z pamiątkami wydać ostatnie pieniądze :P  nie no żartuje - ceny raczej normalne - pierdołki typu magnesy itp w cenie 2-5 euro.
Wejście do Palma Aquarium 24 euro/dorośli, 14 euro/dzieci 4-12 lat





















To udało nam się zobaczyć . W planach był jeszcze aquapark Aqualand ale niestety z Hubertem i jego gipsem po pachę odpuściliśmy sobie.

W kwestii jedzenia koniecznie spróbujcie lodów w kawiarence  Galateria can Garau w Cala Millor - jest tam chyba z 60 różnych smaków - pomijając wszystkie możliwe batoniki typu Mars, Lion czy Snickers znajdziecie tam lody o smaku Red Bulla, sernika, pianek mashmallows, jajka niespodzianki czy gorzkiej 90% czekolady.
Poprostu bajka :D




Obowiązkowo należy spróbować Einsamada - czyli ciastka zwiniętego w kształt ślimaka posypanego dużą ilości cukru pudru oraz czasem też nadzianego czekoladą lub budyniem. Ciastko to produkuje się je z ciężkiej mąki, wody, cukru, jajek i ciasta bazowego z poprzedniego dnia oraz specjalnego smalcu wieprzowego o nazwie Saim. Nie wiem może ja wybredna jestem ale jak to się mówi "dupy nie urwało" :P 


Jeśli udało by się wam trafić na targ w mieście Arta (w niedziele od godziny 7:00 do 14:00) to polecam kanapeczki z Sombresadą (tradycyjną kiełbasą z Majorki której głównym składnikiem jest mięso wieprzowe, papryka i sól) oraz kanapek z pastą z suszonych pomidorów (nazwy nie pamiętam). Warte uwagi są też typowe hiszpańskie tapas - czyli małe przekąski.
Takie targi hand made odbywają się w zasadzie codziennie w innym mieście.





Z miejsce których nie udało nam się zobaczyć (mimo 2 tygodni zabrakło nam czasu) a które mieliśmy na liście są:

- Valdemosa czyli miasteczko w którym pewnej zimy wraz z George Sand zatrzymał się Fryderyk Chopin. Pomieszczenia które zajmowali pisarka i kompozytor zamieniono na muzeum w którym można zobaczyć pamiątki związane z ich pobytem na wyspie

- Port w mieście Soller i przejażdżka słynnym zabytkowym pociągiem, który nieprzerwanie od 1912 kursuje na trasie Palma -Soller oraz z Soller do Puerto de Soller - jest to jedyna czynna linia tramwajowa na Majorce.

- wrota do raju czyli Sa Calobra - niewielka zatoczka w północno-zachodniej części Majorki która znana jest przede wszystkim z trasy jaką trzeba pokonać by się tam dostać - kilkunastokilometrowa górska serpentyna Nudo de la Corbata wijąca się najpierw pod górę a następnie opadająca kilkanaście metrów w dół na sam brzeg morza. Na dole czeka na nas 8 kilometrowy wąwóz Torrent de Pareis po zwiedzeniu którego najlepiej wybrać się na malowniczą plażę.
 
 - katedra La Seu w Palma de Mallorca - niesamowita świątynia w gotyckim stylu która staneła na miejscu meczetu. Budowę rozpoczął 1230 Jakub I który przybywając na Majorkę natknął się na straszny sztorm i wtedy obiecał że jeśli przeżyje postawi niesamowitą budowlę na cześć Matki Boskiej. Tak też uczynił. Cały proces trwał prawie 400 lat. Katedra jest ogromna - mierzy 6,6 tys m2. Mimo że w 1851 roku trzęsienie ziemi uszkodziło świątynie udało się ją naprawić i nadal wygląda wspaniale. 


Z tego właśnie powodu zamierzamy jeszcze odwiedzić Majorkę by nadrobić zaległości i dokładnie zwiedzić wyspę... Kiedy to będzie zobaczymy :)
Póki co marzy nam się inny kierunek....i dlatego SKARBONKA JEST WAŻNA W NASZYM DOMU :)


A tu mam dla Was jeszcze kilka fotek :) (ciężko było wybrać z ponad 2 tys ;)













 
... to już jest koniec ;)




Copyright © 2016 Mama Cukiereczki , Blogger