16:23

Ja słodka pierwszoklasistka :)

Ja słodka pierwszoklasistka :)
Jak zapewne wiecie Karinka 1 września przekroczyła szkolny próg i została uczennicą :)
Jednak dopiero 22 października pełnoprawnie stała się pierwszoklasistką. Tego właśnie dnia odbyło się w jej szkole Pasowanie na Ucznia.

Cukrzyca ani trochę w niczym nam nie przeszkadzała :)

Już dzień wcześniej zabrałyśmy się za przygotowanie odpowiedniego stroju (dla wszystkich członków rodziny) i zakręcenie papilotów na włosach Kariny - tak tak moje dziecko całą noc spało z wałkami :P
Rano wstaliśmy o 7-ej by o 8-ej być już w szkole gdzie trzeba było przygotować klasę na małe "after party" ;). Dzieciaki w tym czasie gdy mamy podjadały pyszne ciasta :P miały ostatnią próbę :)
O 9-ej zaczęło się 1,5 godzinne przedstawienie - naprawdę jestem mega dumna z wszystkich dzieci że tak potrafiły się zorganizować :)
Były piosenki, wierszyki a nawet tańce.
Po części artystycznej dzieciaki dumnie podchodziły do Pani Dyrektor która ogromnym ołówkiem pasowała ich na uczniów :)
Ale największą niespodzianką dla nich był ogromny tort.
Trzeba było jeszcze za pozować do zdjęcia klasowego i można było zmykać do klasy gdzie czekały pyszne ciasta, babeczki itp :)

Dzieciaki zasłodziły się maksymalnie - w zasadzie tortu już nie mogły w siebie wcisnąć :P i chyba została nim obdarowana reszta uczniów ze szkoły (taki był duży) :D

Karinka też wcinała wszystkie słodkości - a cukry cały dzień były super :) (mimo że insulina tak trochę na oko była podawana) :)

A i najważniejsze (Karinka kazała dopisać) -w tym dniu nie było lekcji :P i po całej imprezie można było iść do domu .

A teraz krótka fotorelacja :













16:24

Co by było... przemyślenia mamy.

Co by było... przemyślenia mamy.
Od czasu do czasu nachodzą mnie takie myśli jakby to było gdyby w naszym życiu nie pojawiła się cukrzyca. Mówię naszym bo ta choroba nie odmieniła tylko życia Karinki ale całej naszej rodziny.
Ciekawe czy bylibyśmy tak zdyscyplinowani i zorganizowani. Czy może żyli byśmy bardziej spontanicznie ?
Cukrzyca wprowadziła w nasze życie nowe reguły. Jednak były one na tyle przystępne że zgodziliśmy się na nie bez większego buntowania się. Choroba ta odmieniła Karinkę - z dzieciaka któremu tylko zabawa w głowie w niespełna kilka dnia stała się dzieckiem odpowiedzialnym i zdającym sobie sprawę z całej tej sytuacji która ją spotkała. Nadal głowie się jak to jest możliwe że niespełna 5-latka potrafiła tak łatwo pogodzić się z przeciwnościami jakie postawiło przed nią życie.

W sumie to tak naprawdę ciężko mi jest wyobrazić sobie jak mogło by wyglądać nasze życie bez cukrzycy.
Może tak naprawdę aż tak strasznie nas nie odmieniła. Nadal jesteśmy  się rodziną. Kochamy podróże i wcale nie zamierzamy z nich rezygnować. Mamy swoje problemy takie zwykłe ludzkie nie związane z chorobą. Staramy się żyć pełnią życia by za kilka lat niczego nie żałować. Karinka ma koleżanki i kolegów, chodzi do szkoły. Ma swoje większe i mniejsze pasje. Stroi fochy jak każde dziecko w jej wieku.
To wszystko jest takie normalne.

A jednak...


A jednak każdego dnia zmaga się z przeciwnościami jakie stawia przed nią los. Każdy dzień rozpoczyna nie od mycia zębów czy bajki w TV ale od zmierzenia poziomu cukru. Każdego dnia liczy że poziom będzie ok i będzie można zjeść normalnie śniadanie. Każdego dnia sprawdza czy w tornistrze są wszystkie niezbędne cukrzykowi rzeczy. Każdego dnia zjada posiłki o określonych porach. Gdy w szkole są urodziny i dzieci rozdają cukierki ona odlicza czas gdy będzie w domu a mama "wyliczy jej tego cukierka" i będzie mogła go zjeść. Każdego dnia na przerwach szkolnych zjada marchewki, ogórki, rzodkiewki i inne warzywa podczas gdy inni objadają się wafelkami. Każdego dnia kłuje swoje biedne paluszki nawet 10 razy. Co 3 dni a czasem i częściej "stawia się" na zmianę wkłucia bez jakiegokolwiek zająknięcia. Wie że co noc mama lub tata wstają kilka razy by zmierzyć cukier. Wie że każdy jej posiłek musi być odważony i przeliczony. Wie że gdyby nie pompa i insulina to .......


A jednak...


A jednak co dzień wstaje z uśmiechem (choć wiadomo rano zawsze ciężko wstać). Bierze tornister i wyrusza do szkoły. Odrabia lekcje. Spotyka się z koleżankami. Tańczy, śpiewa, śmieje się. Kłoci się z bratem, płacze gdy jej źle. Biega, jeździ na rowerze, pływa. Wcina wielkie lody i gofry z bitą śmietaną. Robi skwaszona minę na widok szpinaku. Z niecierpliwością czeka na weekend i chwile wolnego od szkoły. Świętuje z kolegami urodziny. Spędza czas z dziadkami. Piszę list do Mikołaja. Wypadnięte zęby wkłada pod poduszkę w oczekiwaniu na pieniążka. Jest jak każde inne zdrowe dziecko.

A jednak....




17:28

Zdrowo kaszaczkowo - czyli nasz sposób na smaczną przekąske

Zdrowo kaszaczkowo - czyli nasz sposób na smaczną przekąske
Jak co dzień w godzinach południowych kolejny raz zastanawiałam się nad tym co tym razem zaserwować mojej gromadce na obiad. Z racji że wczoraj było mięcho i ziemniaki dziś postawiłam na coś lżejszego.
I tak oto powstał pomysł czerwonego barszczyku z jajeczkiem i normalnie dodała bym do tego jakiegoś krokieta (ale miało być lekko a krokiet z kapustą smażony na oleju raczej do lekkich dań nie należy).
Trzeba było czymś ten dodatek zastąpić. I tu przypomniałam sobie o paluszkach które robiłam jakiś czas temu.
Mowa o "Kaszaczkach" - czyli paluszkach drożdżowych z kaszy gryczanej i jęczmiennej.

A tu mój lekko zmodyfikowany przepis - tym razem na urządzenie Thermomix (bo szybko miało być).

Składniki (na ok. 30 paluszków):
- 200g kaszy gryczanej
- 50g kaszy jęczmiennej
- 200g letniej wody
- 150g mąki pszennej
- 50g oleju
- 20g masła
- 20g drożdży świeżych
- 3/4 łyżeczki cukru
- 3/4 łyżeczki soli
- sól gruboziarnista lub sezam do posypania

Wykonanie:
Do naczynia miksującego wsypać kaszę gryczaną i jęczmienną - zemleć 30s/obr.10.
Dodać pozostałe składniki ( z wyjątkiem soli gruboziarnistej i sezamu) i wyrobić ciasto 3min/interwał.
Ciasto przełożyć na stolnicę i uformować kulę. Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na ok 1godz (aż ciasto podwoi swoją wielkość).
Piekarnik rozgrzać do 200 st. C
Ciasto podzielić na 4 części. Każdy rozwałkować na prostokąt o wym. ok 15x20cm i grubości 0,5cm. Radełkiem lub ostrym nożem wyciąć paski o szerokości ok 2cm.. Posypać solą lub sezamem i skręcić w spirale.
Ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Piec ok 15-18 minut.

SMACZNEGO !! :)
25g kaszaczków po upieczeniu to 1WW.

Jest to świetna przekąska zarówno do barszczyku jak i wszelkiego rodzaju dipów. W zasadzie można je wcinać same ;)

Kto zrobił niech się chwali zdjęciami :D 

14:40

Metalowe czy teflonowe? - oto jest pytanie...

Metalowe czy teflonowe? - oto jest pytanie...
Zapewne takie pytanie zadają sobie wszyscy użytkownicy pomp insulinowych. My którzy od początku używamy (a w zasadzie to Karina używa) wkłuć metalowych - bo to o nich będzie mowa - postanowiliśmy przetestować drugi rodzaj czyli wersje teflonową.
Udało się to dzięki uprzejmości sklepu internetowego Diabetyk24.pl Jakiś czas temu podesłali nam dwa zestawy infuzyjne model Accu Chek Flex Link.
Zestaw taki składa się z:
- kaniula (igła) o odpowiedniej grubości - 6, 8 lub 10mm
- rozłączany dren także o różnej długości - 30, 60, 80 i 110cm
Dla Kariny najlepsza jest 6mm kaniula i 60 cm dren (jeśli wkłucie jest na pośladku) lub 80cm - jeśli na ręce.

A teraz do sedna - czyli jak to nasze testowanie wypadło.
Oczywiście Karina która z metalowymi wkłuciami jest już za pan brat po obejrzeniu zestawu teflonowego stwierdziła że "boi się". Ale po krótkich negocjacjach dała się przekonać i przystąpiłyśmy do działania.
I tu pojawił się problem. Bo okazało się że to wkłucie należy zakładać specjalnym serterem - Accu Chek Link Asist którego my niestety nie posiadamy. Stanęło na tym że nie wiadomo czy będzie w ogóle szansa by to wkłucie założyć.
Po konsultacji z naszą Panią diabetolog stwierdziliśmy że spróbujemy - bo podobno dużo osób wkłucia teflonowe zakłada ręcznie gdyż dzieci boją się tego strzelającego dźwięku sertera.

A tak on właśnie wygląda:

Samo założenie wkłucia poszło szybko :) Karinka stwierdziła że nic nie poczuła i jest ok. I to by było na tyle.
Po 2,5 godzinach zmierzyliśmy cukier a tam 404 :/..korekta z pena i szybka wymiana wkłucia które po wyciągnięciu wyglądało tak:

U nas zdecydowanie brak sertera dał się zauważyć :( wkłucie się zagięło i insulina płynęła sobie bokiem.

Plusem dla nas a w zasadzie dla Kariny jest to że dren odpina się przy samym wkłuciu - to bardzo wygodne - niestety przy wkłuciu metalowym jakieś 8 cm drenu po odpięciu pompy po prostu "dynda" nam przy ciele.

Dałam Karinie wybór - jeśli chcę wkłucia teflonowe to oczywiście zakupie serter ale ona niestety zraziła się tą jedną "wpadką" (głownie chodzi tu o to że w ciągu 3 godzin musiała mieć dwa razy zmienione wkłucie) i stwierdziła że woli swoje stare wkłucia metalowe.
Także póki co pozostajemy przy nich :)


A jakie są wasze doświadczenia z zestawami infuzyjnymi ? Co wybieracie ?
 

Copyright © 2016 Mama Cukiereczki , Blogger