17:42

Cukrzyca i imprezy - 4 odcinek serii

Cukrzyca i imprezy - 4 odcinek serii



Przedstawiam Wam kolejny odcinek serii edukacyjnej dla nastolatków z cukrzycą i ich rodziców.
Tym razem coś w temacie imprez....


 
Życie towarzyskie i imprezy z cukrzycą. Czwarty odcinek serii edukacyjnej dla nastolatków z cukrzycą i ich rodziców.

Trwa sezon karnawałowy. Odbywają się bale szkolne i studniówki. Cukrzyca nie wyklucza nas z życia towarzyskiego i z imprezowania. Należy pamiętać o kilku podstawowych zasadach i dobrze się bawić. Dlatego czwarty odcinek serii filmów edukacyjnych poświęciliśmy tematowi "Życia towarzyskiego z cukrzycą".
W filmie biorą udział nastolatkowie Patrycja i Dawida, którzy dzielą się swoim doświadczeniem z dr Stanisławem Pawełczakiem.
Filmy edukacyjne Accu-Chek zostały objęte patronatem merytorycznym Sekcji Pediatrycznej Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego.
Filmy edukacyjne dla nastolatków i rodziców są regularnie publikowane na stronie internetowej Accu-Chek: https://www.accu-chek.pl/pl/zyciezcukrzyca/141028_filmydlanastolatkow.html



 

22:15

Nasze słodkie Fotokwiatki

Nasze słodkie Fotokwiatki
Jak co roku z w styczniu obchodzimy bardzo wyjątkowy dla nas wszystkich dzień (a nawet dwa dni) - mowa oczywiście o Dniu Babciu i Dniu Dziadka.
W ubiegłym roku niestety pożegnaliśmy Ukochanego Dziadka a kilka dni później też Cudownego Pradziadka naszych dzieciaków :( Oczywiście o Nich nie zapominamy i jutro wybieramy się wszyscy na cmentarz by tam złożyć Im życzenia.
Karinka gdy tylko opanowała sztukę trzymania kredki, pisaka itp sama chcę przygotowywać drobne upominki. Hubert póki co się przygląda ;)
W ubiegłym roku poszliśmy trochę na łatwiznę i zamówiliśmy super kalendarza :) Oczywiście trzeba było je zaprojektować i w tym także Karinka nieźle sobie radziła.
W tym roku wymyśliliśmy coś zupełnie innego :) Przeglądając internet trafiłam na doniczki z z odbitymi dłońmi dzieci a środku znajdowała się ziemia i do tego dołączone nasiona kwiatków.
W sumie mieliśmy iść w tym kierunku ale stwierdziłam że nasze dzieci to takie słodkie kwiatuszki i czemu tego nie wykorzystać.
Tak narodził się pomysł który chcę Wam zaprezentować.

Do przygotowania fotokwiatuszków w doniczkach potrzebujemy:
- doniczka + podstawka ( ilość zależy od tego dla ilu osób mamy wykonać nasz gadżet) 2zł/ komplet
- gąbka florystyczna którą można zalać wodą (dzięki temu doniczka w przypadku gdy wybierzecie plastikową będzie bardziej stabilna) gąbkę można dostać w kwiaciarni lub w hurtowni florystycznej 2,5zł/szt jedna wystarcza na dwie doniczki
- patyczki do szaszłyków (ilość zależy od tego ile chcemy zrobić fotokwiatków) 1,5zł/50szt
- papier kolorowy (na ok. 50 fotokwiatków potrzebujemy 1zestaw A4) 0,90zł
- taśma klejąca 0,45zł
- farba akrylowa lub plakatowa do robienia odcisków na doniczce (z racji zamiłowań Karinki do malarstwa mamy duży zapas akryli i pędzli w domu :)
- klej 1,2zł
- mech do zamaskowania gąbki (u nas rośnie w ogrodzie ) ale spokojnie możecie kupić go w kwiaciarni lub w inny sposób przykryć gąbkę
- zdjęcia - i tu najlepiej użyć programu GIMP w którym możecie ze zdjęć wyciąć koła a potem wszystko wydrukować lub wywołać

Teraz zaczyna się zabawa.
Najpierw najlepiej powycinać zdjęcia i kwiatki z papieru kolorowego. Teraz zdjęcia  przyklejamy do kwiatków a następnie za pomocą taśmy przymocowujemy patyczek.
W doniczce umieszczamy gąbkę i nasączamy ją wodą - wystarczy ok. 1-1,5szkl.
Malujemy dzieciakom rączki i odbijamy na doniczce. Dajemy im też możliwość by namalowały coś od siebie - w razie czego pomagamy :)
No a teraz umieszczamy nasze fotokwiatuszki w doniczce. Zakrywamy mchem lub np kamyczkami gąbkę i gotowe :)

Dziś jedna z doniczek powędrowała do Babci Jasi - wszyscy byli zachwyceni i z pewnością taki prezent znajdzie honorowe miejsce w domu :)
Bo wiadomo - żywe kwiaty są piękne ale tylko na chwilę - a takie fotokwiatki to pamiątka na wiele wiele lat :)






21:00

Czy rutyna to coś złego ?

Czy rutyna to coś złego ?
Rutyna - słowo które dość często możemy przeczytać w czasopismach czy usłyszeć w telewizji. Spotykamy się ze stwierdzeniem że "to rutyna zniszczyła związek tej fantastycznej pary ", "pewnie przez rutynę zrobiło się nudno i dlatego się rozstali", "rutyna wkradła się w ich życie".

A czym tak naprawdę jest rutyna i czy faktycznie może pogmatwać nam w życiu gdy już się pojawi ?

Według Słownika Języka Polskiego rutyna to:
1. wprawa nabyta praktyką; doświadczenie, biegłość;
2. skłonność do działania według utartych wzorów; szablonowość, schematyczność;
3. glikozyd zbudowany z glukozy, ramnozy i kwercetyny; rutozyd, witamina P

Skupmy się może na określeniach nr 2 czyli powtarzalności, schematyczności itp.
Przypiszmy może najpierw rutynę małemu dziecku, niemowlakowi. Czy dla niego rutyna to coś złego? Wręcz przeciwnie. Maluchy kochają szablonowość i powtarzanie określonych czynności o konkretnych porach dnia. Pamietacie jak było np z kąpaniem - zawszę o tej samej porze by dziecko wiedziało że po kapieli jest mleczko a potem idzie spać. I dla niego i dla nas rutyna była wtedy czymś fantastycznym.
W kolejnych okresach życia rutyna też może być przydatna - choćby nawet rutynowe odrabianie zadań domowych czy przygotowywanie wieczorem ubrań na kolejny dzień w szkole.

A teraz popatrzmy jak to jest z tą rutyną gdy w domu mamy małego cukiereczka. Jest ona czymś niezastąpionym. Bez rutyny ciężko było by w tym przypadku funkcjonować. No bo popatrzmy:
- rutynowe mierzenie cukru przed każdym posiłkiem
- rutynowe podawanie insuliny
- rutynowe zmiany wkłucia
To tylko kilka przykładów bo jest jeszcze ważenie posiłków, przeliczanie wymienników, pisanie cotygodniowego jadłospisu do przedszkola czy wstawanie co noc o 3-ej by zbadać poziom cukru we krwi.

W tym przypadku rutyna to coś obowiązkowego i wcale nie niszczącego naszego codziennego życia.
Dla nas rutyna stała się normą.

Oczywiście nie jest tak że każdy nasz dzień jest taki sam ale często powtarzają się te same schematy. Może dzięki temu gdy od czasu do czasu wychodzimy poza bariery bardziej to doceniamy....

14:12

Zamawianie wkłuć w sklepie internetowym

Zamawianie wkłuć w sklepie internetowym
Przyznam że trochę obawiałam się zamawiać przez internet tak ważne dla Karinki "akcesoria cukierkowe" jakimi są wkłucia ale nie taki wilk straszny jak go malują.


Co prawda było lekkie opóźnieni bo zamówienie złozyłam w ubiegły piątek wieczorem więc liczyłam na paczkę koło wtorku a dotarła dopiero dziś (piatęk) ale to nie wina sklepu. Zostałam poinformowana i jednoczesnie przeproszona że moje zamówienie troche się spóźni z uwagi na nie dostarczenie odpowiednich drenów do magazynu. W sumie na wkłuciach bardzo mi nie zależało bo mamy jeszcze spory zapas ale skończyły się nam pojemniczki na insulinę do pompy które też zamówiłam w tym sklepie. One były dostępne od ręki więc zostały  mi dostarczone w srode z samego rana.
Także jak widzicie sklep nie robił problemów by wysłać dwie paczki oczywiście w pełni pokrywając koszty wysyłki
Jeśli chodzi o procedurę podbicia zlecenia na wkłucia to wygląda to tak że kurier przywożąc paczkę z wkłuciami odbiera od nas oba dokuemnty i przekazuje je nadawcy paczki. Następie nasze zlecenie jest podbijane i odsyłane do nas listem poleconym.


A teraz wielkie plusy zamawiania w sklepie internetowym diabetyk24.pl :
- nie musicie wychodzić z domu wszystko zostanie dostarczone pod wskazany adres
- przesyłka podczas zamawiania wkłuć jest DARMOWA (jeśli oprócz wkłuć zamawiacie tez inne rzeczy wysyłka także jest za darmowo)
- obsługa klienta na najwyższym poziomie
- zamówienie złożone do godziny 14-ej powinno być dostarczone na drugi dzień roboczy
- robiąc zamówienia w tym sklepie zbieramy punkty które potem można wymienić na fajne upominki


My jesteśmy bardzo zadowoleni i pewnie od teraz w ten sposób będziemy zamawiać nasze wkłucia i inne cukierkowe gadżety :)
Polecamy z czystym sumieniem sklep Diabetyk24.pl

22:59

U nas temat numer jeden

U nas temat numer jeden
To już. Choć nie jestem do końca pewna czy to odpowiednia chwila. Może jest jeszcze za wcześnie. Ale uparłam się i nie odpuszczę. Wiem że każdemu z nas wyjdzie to na dobre. Zakupiłam odpowiedni sprzęt i jestem gotowa.

Mowa tu o odpieluchowaniu naszego najmłodszego członka rodziny czyli brata Karinki - Huberta.
Skończył 25 miesięcy więc stwierdziłam że najwyższa pora pozbyć się balastu pieluchowego.
Póki co proces ten trwa całe 2 dni. Jest ciężko. Od prania do prania. Mam wrażenie że Hubik jeszcze nie łapie o co chodzi. Niby woła itd ale już po fakcie.

Każdy mi mówi że lepiej poczekać do wiosny albo lata wtedy będzie łatwiej. Tylko nie wiem co to łatwiej znaczy - kwestie suszenia ubrań ? Jeśli o to chodzi to u nas przy kominku ciuszki są suche w niecałą godzinkę. Wiadomo w lecie ciepło itd, można dziecko spokojnie na pole puścić i nawet jak zdarzy się wpadka to nie ma szans na jakieś przeziębienie czy coś w tym stylu.

W zimie wygląda to trochę inaczej. Choćby dziś - Hubcio wysikany przed planowanym spacerem ledwo wyszedł z domu i oznajmia mi że "siusiu pupa" więc powrót do domu, przebieranko i niestety pampersa założyłam co by się nie wracać za 2 minuty. Po godzinie okazało się że pielucha nie ruszona czyli defakto nie była potrzeba.

W domu posiedzi na nocniku ale nie przynosi to żadnych efektów. Po 10 minutach zaliczamy kolejną wpadkę ;) Choć dziś gdy wyszłam na ćwiczenia był przełom - sam usiadł na nocniczek i zrobił siku choć co prawda przez spodnie ale ważne że na nocnik :)

Niektórzy piszą że ich dzieci "łapią" o co chodzi w 2-3 dni a znowu u innych trwa to niekiedy kilka miesięcy.
Mam takie jedno marzenie by do czerwca pozbyć się pieluch na dobre. Bo czy nie lepiej zabrać dziecku więcej zabawek na urlop niż zajmować to miejsce paczkami pieluch? :D

Jestem cierpliwa - podobno to bardzo pomaga :) tak wyczytałam u Oli ze Świat się kręci wokół dzieci :)
Kurcze to chyba jej tekst natchnął mnie by jakoś nauczyć tego mojego małego mężczyznę że pieluchy są już bee :)

Wiem wiem blog w temacie cukierkowym a ja Wam tu wyjeżdżam z pieluchami, nocnikami itp ale uwierzcie mi to jest teraz numer jeden w naszej rodzinie :D

Ogólnie to mój dzień kręci się teraz wokół jedzenia Karinki, przebierania Hubcia, ścierania podłogi i prania :) Pomiędzy wciskam jeszcze gotowanie i małe ogarnianie domu.

Dzięki ci Boże za fitness kluby i inne temu podobne rzeczy gdzie kobieta może w spokoju "odpocząć". No i oczywiście za męża mego (który nie uwierzycie podczytuje mojego bloga ;) - tak Kochanie to o Tobie :D) który bez zająknięcia z dzieciakami zostaje a nawet sam z domu mnie wygania co bym sie odstresowała - np dziś dodatkiem do pakietu był masaż gorącymi kamieniami który polecam wszystkim. Naprawdę relaks i odprężenie gwarantowane.

Wracając do tematu "siusiu pupa" pełna nadziei jutro zaczynamy kolejny bezpieluchowy dzień. Oby był lepszy od dzisiejszego:)

A teraz idę nastawić kolejne pranie ;)

18:08

Gdy króluje słowo NIE ...

Gdy króluje słowo NIE ...
"Nauka nie jest niczym złym, to dla Twojego dobra" - takie słowa w kółko powtarzam Karinie która ostatnim czasy jest na etapie "wszystkiego na NIE".
Ponieważ przedszkole do którego chodzi raczej nie oferuje nic poza podstawą programową to o nauce czytania nie było tam mowy. Zabrałam się za to sama :)

Zakupiłam odpowiednią książkę - "Elementarz do nauki czytania sylabowego". Naprawdę super sprawa - polecam z czystym sumieniem.

Karina szybko załapała o co chodzi i naprawdę nieźle jej szło do czasu aż postanowiła że NIE będzie czytać i koniec. Pisać też NIE będzie. Liczyć też NIE będzie.
Ogólnie dziennie wypowiada słowo NIE chyba milion razy.

Nie pomagają prośby ani groźby. Wczorajsza wizyta w Krakowie nie zakończyła się jak to zwykle bywa wizytą w McDonadzie ale nawet to nie zrobiło na niej wrażenia. Do wieczora narzekała a potem przepraszała że już będzie grzeczna itd a dziś od rana znów mamy dzień ze słowem NIE.

Czasami mam wrażenie że moje dziecko ma dwie osobowości. Coś jak Gollum z Władcy Pierścieni ;) Najpierw jest miła, uprzejma i grzeczna a za 5 minut jej zachowanie zmienia się o 360 stopni.

Na szczęście moja cierpliwość jest dość duża (co niektórzy uważają za wadę) bo gdybym postawiła sprawę jasno to dzieci nie wchodziły by mi na głowę.
Jednak mój charakter jest taki a nie inny i pewnie już nic tego nie zmieni. Tylko że czasami faktycznie mam wrażenie że jestem taką trochę marionetką w rękach moich dzieci a szczególnie Kariny. No ale nie miało być o mnie :)

W gruncie rzeczy dziecko moje uczyć się nie chcę. Mam nadzieje że to chwilowe i z dniem przekroczenia progów szkoły to się zmieni.
Wiem że nie można nikogo do niczego zmuszać ale jednak umiejętność czytania w dzisiejszych czasach jest niezbędna i będę się tego trzymać.

Postanawiam że od poniedziałku wprowadzę system plusów i minusów - może to zadziała. Choć nie wiem czy Karina nie jest już na to za duża ;)

Nagroda za postępy w nauce już jest - wrotko-rolko-łyżwy czekają. Tylko czy moje dziecko będzie miało chęć się nauczyć na nich jeździć? Czy znów będziemy prowadzić negocjacje oparte na słowie NIE ..... ? :|

Copyright © 2016 Mama Cukiereczki , Blogger