12:19

Z warzywami za pan brat !!

Z warzywami za pan brat !!
Pomidory, ogórki, papryka, marchewka itd. - jeśli ktoś półtora roku temu powiedziałby mi że moje dziecko będzie od nich dosłownie uzależnione kazałabym mu się mocno puknąć w głowę.


 
Jednak odkąd jest z nami cukrzyca warzywa stały się naszym sprzymierzeńcem. Są z nami zawsze. Bierzemy je ze sobą do parku, kina czy na spacery. Karina może je jeść o każdej porze dnia w nieograniczonych ilościach (z pewnymi wyjątkami typu ziemniaki, warzywa strączkowe itp. które jak wiadomo trzeba wyliczyć). Nie musi wcześniej mierzyć cukru ani podawać insuliny. Gdy ma ochotę na coś do pochrupania zamiast ciastek i chipsów jest pod ręką marchewka.
Warzywa stały się dla niej pewnego rodzaju przekąską między posiłkami. Ale jaką zdrową przekąską ? :)

Teraz gdy robię zakupy większą część mojego koszyka zajmują warzywa (owoce też - z tym że z nimi nie jest już tak łatwo gdyż wiadomo zawierają cukier i by je zjeść trzeba podać insulinę).


Czasami mam wrażenie że rośnie mi w domu mały wegetarianin lub weganin jednak raczej Karinka nie byłaby by w stanie przekonać się do takiej diety gdyż uwielbia mięsko i owoce morza - w szczególności krewetki :) - poważnie moje dziecko dało by się za nie pokroić ;)

Chyba dzięki Karinie cała nasza rodzinka bardziej przekonała się do warzyw. Na pewno wyjdzie nam to na zdrowie.

A jak czy Wasz dzieci też lubią owoce i warzywa ?

10:31

Pan Julian - nowy członek rodziny już jest !

Pan Julian - nowy członek rodziny już jest !
"Mamo bo wszystkie dzieci w przedszkolu mają jakieś zwierzątko a ja nie !"... czy słyszeliście kiedyś podobne słowa? Bo ja ostatnio bardzo często. Oczywiście może garstka dzieciaków ma swojego pupila ale według mojego dziecka to wszystkie.
Jakiś czas temu w naszym domu mieszkały rybki ale z racji że akwarium i cały osprzęt zajmowały dość dużo miejsca musiały zostać przekazane do nowych właścicieli.
Jeszcze wcześniej zawitał do nas Pan Gienio - miniaturowy chomiczek którego Karina dostała na urodziny (chyba 3-cie o ile dobrze pamiętam). Potem identycznego sprezentowała babci na Mikołaja co by mogły się ze sobą od czasu do czasu bawić. Niestety jak wiadomo żywot chomiczy nie jest zbyt długi więc Pan Gienio dożywszy sędziwego wieku opuścił nas by zamieszkać w chomiczym niebie ;)
Od tego czasu minęło już trochę. Ponieważ mamy październik który jest miesiącem pomocy zwierzętom i w przedszkolu nie ma innego tematu to od jakiegoś czasu w naszym domu słychać było wciąż to samo pytanie - czy mogę mieć jakieś zwierzątko ?
Z uwagi na mega wielkie uczulenie na sierść kocią i ogólną niechęć tatki do tych zwierząt kot został wykluczony na starcie. Jeśli chodzi o psa to tu też wkroczył tata - on ma już wybraną rasę i żeby dostać właśnie taką to trzeba się wcześniej zapisać itd. - nie jest to takie hop siup. Poza tym ogrodzenie u nas jeszcze nie skończone i szkoda by było gdyby naglę psina zaginęła. Świnka morska - fajna ale trochę za duża (zwłaszcza że klatka po Panu Gieniu została i raczej jest przystosowana do chomików bądź innych mniejszych gryzoni).
Decyzja zapadła - będzie chomik. Tylko teraz pytanie jaki - no bo jest tych ras trochę. Mniejsze, większe, białe, szare, czarne.
Wybór oddałam w ręce córci. Z góry jednak zakładałam że wolałabym takiego ciut większego stworka z uwagi na Hubcia który w przypadku mniejszego stworzenia mógłby go np. przypadkiem "uszkodzić" (oczywiście nie biorę takiej sytuacji pod uwagę ale wiadomo przezorny itd.).
Chyba moje starsze dziecko czytało mi w myślach bo od razu po wejściu do sklepu wybór padł na czarno białego chomika syryjskiego. Mimo ogromnego wyboru stwierdziła że "ta mała panda" jest najwspanialsza :P
I tak to w naszym domu zamieszkał nowy lokator - Pan Julian - w skrócie Julek.
Tatek stwierdził że chyba wybrałyśmy jakiegoś "zmutowanego chomika na sterydach" :P bo faktycznie jest dość spory - tak trochę jak szczurek bez ogona ;)
W domu okazało się że od razu zadomowił się w swojej klatce - oczywiście musiał zrobić przemeblowanie i zamiast spać w specjalnym domeczku to całe trociny oraz jedzonko przeniósł w swoich "chomiczych przechowalniach" dwa piętra wyżej.
Ogólnie póki co chomik jest u nas numerem jeden i dla Kariny nic innego może póki co nie istnieć. Hubert chwile był zachwycony ale szybko się znudził i wrocił do swoich ukochanych "didi" (autek).









Czy polecam Wam mieć takie stworzonko w domu? Opierając się na wcześniejszych przeżyciach z Panem Gieniem zdecydowanie TAK. Wtedy Karinka była jeszcze mała i cała odpowiedzialność za tego małego gościa spoczywała na mnie lub tatku. Teraz mam  nadzieje że nauczy się odpowiedzialności - obiecała że będzie Julka karmić, zmieniać mu trociny a gdy się bardziej oswoi to nawet wychodzić z nim na spacery :)  Trzymam za słowo ! :)
Copyright © 2016 Mama Cukiereczki , Blogger