22:13

Nasz świat kręci się wokół dzieci..

Bardzo fajny blog o super nazwie Świat się kręci wokół dzieci zorganizował ostatnio konkurs na temat właśnie tego świata kręcącego się wokół tych naszych kochanych pociech. Forma pracy mogła być dowolna - zdjęcie, rysunek, wiersz, opowiadanie itp.
Postanowiliśmy że też weźmiemy udział i nasz świat opiszemy :)
Dziś ogłoszono wyniki i nasza praca też została wyróżniona :) bardzo dziękujemy a Wam prezentujemy nasze konkursowe dzieło:


Myślę że mój świat kręcący się wokół dzieci najlepiej wyrażą słowa 

Na wstępie powiem tylko że mam dwójkę przecudownych i najukochańszych (choć oczywiście czasem bardzo denerwujących) dzieci które teraz chcę Wam przedstawić.

Córeczka Karina przyszła na świat 1-go września 2008 roku jako nasza mała elfka (ze super szpiczastymi uszami które z biegiem czasu nabrały normalnego kształtu). Obecnie Karinka ma 6 lat i chodzi do zerówki.

Synek Hubert jest młodszy o ponad 4 latka i został nam przyniesiony przez Mikołaja z 2 dniowym opóźnieniem – Hubert urodził się 8 grudnia 2012 roku (choć miał być prezentem pod choinkę postanowił że pod choinkę to on już chcę prezenty dostać;)

A teraz po krótce o tym jak to ten świat się nam kręci.

Wiadomo małe dzieci mały kłopot itd. 
 Świat tak naprawdę zakręcił nam się w 2013 roku który był dla nas wyjątkowo pechowy – najpierw Hubert wylądował w szpitalu z zapaleniem oskrzeli a kilka miesięcy później okazało się że moja córeczka jest „cukiereczkiem” – pisząc wprost zdiagnozowano u niej cukrzycę typu 1. Od tego momentu nasze życie zmieniło się diametralnie – każdy dzień jest bardzo podobny ale nigdy nie nudny J

Rano wstaję przed 7-mą i przygotowuje śniadanko i ubrania dla dzieciaków (tata sam się wysyła do pracy o 6:40). O ile Hubert się nie obudzi to mam czas jeszcze zrobić szybki makijaż i uczesać włosy (w przeciwnym wypadku gnam do przedszkola „na goło” jak to mówi moja koleżanka).

O 8-ej budzę Karinę – Hubert zazwyczaj jest już na równych nogach i rozrzuca zabawki. Po porannych czynnościach najpóźniej o 8:20 siadamy do śniadania (jeśli się spóźnimy to mamy śniadanie samochodowe;) Karinka z racji swojej choroby zjada pierwszy posiłek w domu.

O 8:40-45 wsiadamy w nasz super wyścigowy pojazd i pędzimy (oczywiście zachowując wszelkie bezpieczeństwo jazdy) do przedszkola. Tam Karinka zostanie do 14-ej. Ale jeszcze ją w między czasie odwiedzam ale to za chwilę.

Po odstawieniu starszaka wyruszamy z Hubertem na zakupy albo na herbatkę do babci lub cioci. Zazwyczaj ok 10-10:30 jesteśmy z powrotem i teraz zabieramy się za ogólnie ogarnięcie domu i posprzątanie zabawek które jak pamiętacie Hubert rozniósł po domu z samego rana.

Mamy czas do 11:20 bo właśnie o tej godzinie wyruszamy do przedszkola po raz drugi by podać Karince insulinę przed kolejnym posiłkiem. Zajmuje to nam ok 5 minut.

Po powrocie idziemy na spacer lub do ogrodu albo bawimy się w domu (zależy od pogody). Około 13-ej Hubcio wybiera się na „aziu nyny” czyli picie mleczka w wózku (czyt. Aziu- wózek, Nyny-mleko). Przy okazji zasypia sobie smacznie a mama ma czas by przygotować obiad. Mam czas do 13:55. Wtedy wyjeżdżam po Karinkę – zazwyczaj udaje się że ktoś nas odwiedza – babcia lub dziadek i w razie gdy Hubert śpi zostają z nim na te 4-5 minut. Gdy nikogo nie ma (co przy okropnej jesiennej pogodzie i zbliżającej się zimnie będzie codziennością) niestety muszę synka obudzić co zazwyczaj kończy się płaczem i ogólna obrazą (na szczęście tylko na parę chwil).

Gdy wrócimy do domu z Karinką wszyscy wcinamy obiadek. Potem dzieciaki mają czas dla siebie i mama też ma chwilę wolnego. Około 15:30 tata wraca z pracy i zazwyczaj porywa Huberta do ogrodu bo wiadomo faceci zawsze mają jakieś swoje sprawy.


My z Karinką zostajemy w domu i albo razem coś malujemy, albo gotujemy albo pieczemy – zależy od nastroju.

Gdy wszystko jest w miarę ogarnięte mama wymyka się z domu na dosłownie godzinę na ćwiczenia co by zadbać o siebie J w tym czasie to taty świat się kręci wokół dzieci.

Mniej więcej o 19:30 – 20-ej rozpoczyna się kąpanie. I tu jest zawsze kłótnia kto idzie pierwszy J Zazwyczaj Karina wypycha brata bo wiadomo ona już duża dziewczynka to jej pobyt w łazience z dnia na dzień coraz bardziej się wydłuża.

Przy dobrych wiatrach o 21-ej dzieciaki leżą już w łózkach. Zależy od dnia i humoru – czasem zasypiają w 5 minut a czasem zajmuje im to 2 godziny J Nie ważne czy są czytane bajki czy opowiadane historie i śpiewane kołysanki jak nie chcą spać to nic ich nie przekona.

Tak właśnie wygląda prawie każdy nasz dzień (z wyjątkiem weekendów kiedy to pozwalamy sobie na małe szaleństwa typu wypad z mężem na kawkę i ciacho lub do kina) Wtedy to by świat na chwilkę nie kręcił się wokół dzieci podrzucamy ich do dziadków 

 
A takie nasze wspólne zdjęcie dołączyliśmy do powyższego tekstu :)

Jeszcze raz bardzo dziękujemy za wyróżnienie i serdecznie pozdrawiamy :)



 

4 komentarze:

  1. Skąd ja to znam :): transport do szkoły, potem do domu i szybkie śniadanie, potem znowu do szkoły (by podać insulinę do II śniadania) znowu do domu, ogarnąć chatę i znowu do szkoły i transport do domu :). My to mamy niezły fitness ;). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Super artykuł. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna sprawa. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. To może zainteresuje Was szkoła rysunku dla Waszych dzieciaków? Koniecznie powinniście sobie zerknąć na stronę https://www.formatstudio.com.pl , na której poznacie sobie wszystkie informacje oraz profil dokładnie tej szkoły. Polecam się zainteresować, bo na pewno będziecie zadowoleni.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Mama Cukiereczki , Blogger