23:29

Małe królestwo czyli tym razem będzie o dziadkach ;)

Małe królestwo czyli tym razem będzie o dziadkach ;)

Dziś będzie trochę poza tematem cukrzycowym ;) Tym razem chciałam pochwalić się jakich cudnych ludzi mamy w rodzinie :D
Znacie już mnie, Karinkę, jej braciszka Hubcia i tatkę a teraz chciałabym byście poznali jeszcze rodziców tatki czyli moich teściów czyli babcie i dziadka Karinki.
Babcia to Basia a dziadek to Leszek. Są baaardzo pomysłowymi, kreatywnymi, zabawnymi a przede wszystkim kochającymi osobami (i nie mówie tego po to by się teściowej przypodobać - przez prawie 9 lat zdążyłam się już wkupić w jej łaski).
To właśnie oni stworzyli nietypowe miejsce dla mojej rozbrykanej dwójki.
Jakiś czas temu dziadek wybudował szklarnie - taką ze starych zużytych okien itp. Babcia zasadziła w niej pomidorki, ogórki i nawet takie wielkie winogrona. Pielęgnowali wszystko z wielkim zapałem do czasu gdy na świecie pojawiła się Cukiereczka - wtedy ona stała się dla dziadków najważniejsza (wkońcu to ona zrobiła ich dziadkami). Szklarnia poszła w odstawkę i z biegiem czasu stała się składowiskiem różnych niepotrzebnych rzeczy oraz większych gabarytowo zabawek.
Gdy urodził się Hubcio zbiór zabawek zaczął się powiększać.
W szklarni zapanował totalny chaos.
I tak babcia z dziadkiem wpadli na pomysł by to odmienić. Gdy my całą czwóreczką odpoczywaliśmy na wakacjach oni w pocie czoła wyłożyli szklarnie deskami, położyli kolorowy dywanik, wnieśli półeczki, powiesili różnie gadżety, poukładali zabawki i tym sposobem powstała BAWIALNIA :)
Jakie było zaskoczenie dzieciaków po powrocie gdy zobaczyły swój nowy "pokój". Teraz jest to ich małe królestwo. A dziadek znów zasadził winogrona tym razem od strony pola by w lecie dawały przyjemny cień :) Teraz w planach jest podłączenie ogrzewania by też w bardzo chłodne dni Karinka i Hubcio mogli tam szaleć.

A tak się właśnie prezentuje królestwo moich kochanych urwisów:











 
BABCIU I DZIADKU DZIĘKUJEMY I KOCHAMY WAS BARDZO :*

23:37

Cukiereczkowa artystka

Cukiereczkowa artystka
Ach co to był za dzień :) Karinka wyczekiwała go od tygodnia a gdy nadszedł od rana dopytywała się kiedy jedziemy. W tym szczególnym dniu wybierałyśmy się same (bez Hubcia tym razem - został podrzucony babci) na warsztaty fotograficzne dla najmłodszych.
W naszym mieście otwarła się niedawno super kawiarnia dla mam i dzieci - naprawdę extra sprawa - mamy w spokoju mogą wypić kawę i zjeść pyszne ciacho a dzieci w tym czasie mają czas na zabawę.
Choć kawiarnia znajduje się kawałek od nas postanowiłyśmy że pojedziemy :) I to była świetna decyzja - w CAFE MAMA odbywały się zajęcia foto dla dzieciaków połączone z scrapbookingiem.
Zajęcia prowadziła Pani fotograf z zaprzyjaźnionego CENTRUM FOTOGRAFII
Choć Karinka na początku trochę z dystansem podchodziła do wszystkiego po jakiś 5 minutach była w swoim żywiole - pozowania, wycinania, naklejania itp. Chyba ten cały scrapbooking przypadł jej do gustu - czyżby kolejna rzecz do listy prezentowej ;P
Na zakończenie zajęć wszystkie dzieciaki otrzymały parę gadżetów typu długopis, kolorowanki itp.
A my z Karinką skusiłyśmy się jeszcze na pyszną babeczkę :)
Jeśli chodzi o cukier to w czasie zajęć trochę nam poleciał w dół ale miałyśmy pod ręką soczek i szybko wszystko wróciło do normy.
Myślę że częściej będę wypatrywała gdzie organizują się tego typu imprezy.
Dla Kariny jest to świetna okazja do kontaktu z innymi dziećmi i integrowania się w grupie mimo choroby.















15:51

Antidotum ... czekam

Antidotum ... czekam
Kilka dni temu oglądałam kolejny odcinek serialu z cyklu wampiry, wróżki, wilkołaki itd. (pewnie wiecie o który serial chodzi). Była tam bardzo ciekawa scena  której przekaz bardzo utkwił mi w pamięci.

Chodziło o to że wampiry zachorowały bo ktoś zatruł sztuczną krew którą piły. Znalazło się jednak antidotum aby móc całkowicie wyleczyć się z wirusa. Boss japońskiej mafii miał zająć się produkcją owego leku. Stwierdził jednak że skoro dla przykładu Gilette mogło by stworzyć maszynkę jedną na całe życie lub Energizer wyprodukować mega trwałą baterie a jednak tego nie robią to po co on ma dawać wampirom lek który całkowicie je wyleczy. Przecież lepiej zrobić lek który będzie podtrzymywał je przy życiu. Lepiej przecież by płaciły przez całe swoje wieczne życie niż tylko raz...

Po obejrzeniu serialu długo zastanawiałam się nad tym czy nie jest tak samo w naszym świecie. Bo przecież bardziej opłaca się gdy chory jest uzależniony od leku niż gdyby tylko raz dostał dawkę.

W czasach techniki i ogromnego postępu jakoś ciężko mi uwierzyć w to że na niektóre choroby nie da się wynaleźć lekarstwa. Nie myślę tu tylko o cukrzycy ale także o innych chorobach przewlekłych.
Cały czas mam wrażenie że w dzisiejszym świecie ludzie władzy, mający mnóstwo możliwości finansowych tylko manipulują resztą społeczeństwa. Jesteśmy trochę jak takie marionetki którymi można sterować.

Nie wiem może tylko ja mam takie podejście do tej sprawy ale cały czas mam wrażenie że takie choroby jak właśnie cukrzyca, Parkinson czy Alzhaimer dałoby się całkowicie wyleczyć gdyby tylko koncerny farmaceutyczne na to pozwoliły. Jednak byłoby to zapewne mało opłacalne a nawet groziło bankructwem firmy która zdecydowała by się wypuścić takowy lek.

13:27

Cukiereczkowa lista prezentowa

Cukiereczkowa lista prezentowa
Aha te urodziny - u nas to teraz temat nr1. Nawet tatek się dołącza do dyskusji choć zawsze mało go intreresowały takie sprawy imprezowo organizacyjne ;)
Wkółko słysze tylko że ma być to i to i czy już zaprosiłam nawpewno wszystkich. Oczywiście jest też i lista prezentów - tych realnych i tych realnych może w późniejszym czasie.

Po kolei - nasz tzn Karinki wymarzony prezent to: Jinn firmy Dumel (marzenie pewnie zostanie spełnione ;))
 
 
W następnej kolejności są ROLKI (od babci i dziadka mają być)
 
Z racji obsesji na punkcie bajki Rio 2 Karinka wymyśliła sobie maskotkę ale taką wielką jak ona - z tym może być mały problem ;)
 
Chciałaby też bilet do nowego parku rozrywki - Energylandia - jak się uda to gdzieś w połowie września prawdopodobnie się wybierzemy :D
 
Oczywiści moje dziecko kocha gry planszowe - ma już ich niezła kolekcje więc teraz pomyślała o jakieś bardziej "ruchliwej" grze - TWISTER
 
Książki też moje dziecko kocha ale tym razem (z uwagi na to że matka ostatnio zaopatrzyła się w 6 książek kucharskich) Karinka też taką chcę - konkretnie tą :

Jest jeszcze jedno wielkie marzenie (matka też się dołącza) - piesek :D - rasa Akita. Myślę że na wiosnę gdy ogrodzenie będzie już w pełni skończone piesek też się pojawi (tylko co wtedy z naszymi podróżami - wciąż trwają dyskusje na ten temat)
 
No a tu marzenie które cały czas jest w fazie realizacji -tzn tatek ma się wykazać i córce pokój zrobić :D
 
 
Ja jako mama chciałabym móc podarować mojej córeczce zdrowie. By nareszcie powstał lek który całkowicie pozwoli wyleczyć cukrzyce... jednak w dobie koncernów farmaceutycznych i ich zarabianiu na ludziach nie wiem czy kiedykolwiek się to stanie - jednak cały czas mam nadzieje :) 



 


23:50

Złe duchy wkłuciowe prześladują mnie wciąż !!

Złe duchy wkłuciowe prześladują mnie wciąż !!
Proszę niech mi ktoś powie czemu moje ręce wciąż drżą przed wkłuciami? :( Przecież Karinka już prawie miesiąc (bez 1 dnia) jest pompiarą a ja nadal jakoś zawsze mam obawy gdy zakładam nowe.
Ogólnie to zajmuje mi to dość dużo czasu (wcześniej na penach nie było tyle "zabawy"). Problem zaczyna się już przy próbie odklejenie starego plastra - oczywiście używamy benzyny farmaceutycznej ale przy mojej wiercipiętce która najchętniej skręciła by głowę do tyłu by zobaczyć dokładnie co się dzieje zajmuje to średnio 10-15 minut.
Potem procedura wymiany pojemniczka i pozbycie się tego nieszczęsnego powietrza ze środka, napełnienie zestawu infuzyjnego i wielki moment przyklejenia wkłucia.
Wtedy zaczyna się problem bo ja mam zawsze obawę że źle wbije igłę, że może się złamie i zostanie w środku - masakra jakaś. Przecież to taka sama igła jak w penach a jednak :(
Tak wypadło ze wkłucia wymieniam zawsze ja bo tatek jest zazwyczaj w pracy (raz udało mu się załapać ale chyba za szybko chciał pozbyć się starego plasterka co spowodowało że Karina strasznie się zdenerwowała i stwierdziła że tata się do tego nie nadaje).
I matka została z tym sama. Boję się że przeze mnie moje dziecko będzie miało jakieś awersje do pompy. W zasadzie to już coraz częściej słyszę że "wisi mi tu przy boku", "wkurza mnie w nocy", "co chwilę muszę ją odpinać gdy chcę wejść do basenu", "chcę peny z powrotem" , "czemu tak długo to się wymienia" itd.
Mam nadzieje że wkrótce się to zmieni bo powiem szczerze całkiem dobrze nam z pompą - choć na pewno w przyszłym roku w lecie wrócimy na peny z uwagi na Kariny zapał pływacki :)

Jutro z rana czeka nas wymiana - no i ja się już nakręcam że coś źle będzie :(
Ok - przeganiam złe duchy wkłuciowe i wierze że będzie super, extra, bezproblemowo :)

A czy u Was też było tak na początku?


Copyright © 2016 Mama Cukiereczki , Blogger