22:31

Bajkowo, kolorowo, książkowo - czyli chwila oddechu

Bajkowo, kolorowo, książkowo - czyli chwila oddechu
Przychodzą takie dni że na chwilę mamy ochotę zatrzymać się w miejscu i popatrzeć na świat w zwolnionym tempie. Wiadomo że ruch i aktywność fizyczna u osoby z T1 to ważna sprawa ale od czasu do czasu każdemu należy się trochę spokoju i odpoczynku.
W czasach techniki gdy dzieci wolny czas spędzają przy komputerze, tablecie, telefonie lub innym elektronicznym gadżecie warto pamiętać że są jeszcze takie małe, średnie a czasem i bardzo duże, zazwyczaj prostokątne lub kwadratowe choć bywają też w innym kształcie, kolorowe lub czarno białe, z dużą ilością literek lub z samymi obrazkami - przedmioty - nazywane KSIĄŻKAMI.
Wydawać by się mogło że na cóż komu teraz książki skoro całą wiedzę można czerpać z telewizji czy Internetu. Nic bardziej mylnego - książki to jednak postawa. My bardzo lubmy ten wynalazek :)
W chwilach gdy nie mamy na nic ochoty, dzieci marudzą bo ileż można zjeżdżać ze zjeżdżalni lub bawić się w dom, matka też pada na twarz bo to pranie trzeba było nastawić, obiad przygotować, dom ogarnąć - wtedy by trochę odsapnąć ( mówię tu zarówno o sobie jak i dzieciakach) wyciągamy nasze książki i zaczynamy zabawę.
Uwielbiam słuchać jak Karinka czyta (tzn. ona jeszcze czytać nie potrafi - zna już prawie wszystkie literki ale składanie ich w słowa jeszcze nie opanowała) - patrząc na rysunki w książce potrafi opowiedzieć ta historie prawie tak samo jak jest opisana a czasem nawet lepiej.
Pamiętam jak w szpitalu w ten sposób usypiała swoje koleżanki w sali - zawsze wieczorem zapowiadała jaka dziś będzie bajka na dobranoc :)
Teraz gdy jesteśmy w domu w ten sposób usypia Hubcia :) - choć zazwyczaj na niego to działa w odwrotny sposób bo sam chciałby pobuszować w książkach i powyrywać parę kartek (niestety ten wiek;)
Mogę Wam tylko powiedzieć że sama uwielbiam książki te dla dzieci - czasami "zmuszam" dzieciaki by im przeczytać kolejną choć w zasadzie czytam to chyba dla siebie ;)
W książkach dziecięcych życie jest łatwiejsze, księżniczki piękne a stwory i złe czarownice zawsze przegrywają. Każda ma szczęśliwe zakończenie - dobro wygrywa i wszyscy żyją długo i szczęśliwie.
I wiecie co - mam cały czas taką cichą nadzieje że w końcu nadejdzie taki dzień i zła czarownica - cukrzyca zostanie pokonana a wszyscy chorzy wrócą do zdrowia i cała historia zakończy się happy endem..... ponoć gdy się czegoś bardzo pragnie to marzenia się spełniają :)









22:32

Komfort użytkowania - czyli saszetki na piedestale

Komfort użytkowania - czyli saszetki na piedestale
Czarna, biała, kolorowa, w kratkę albo w kropki, na zatrzaskę albo rzepę. Wybór jest ogromy. Mowa oczywiście o pewnej małej "torebeczce" która od pewnego czasu znajduje się przy pasie Karinki.
Takie niby nic a jednak dla mojego dziecka ma ogromną wartość.

Pierwsze dwie saszetki dostaliśmy w zestawie z pompą - biała (obecnie wersja piżamowa) i czarna (według Karinki wersja na wyjście póki co nie używana). Jedynym minusem w tych saszetkach jest to że pompa nie jest do końca ukryta - dren wystaje z boku a dołączony pasek strasznie się ślizga po skórze i pompa po nocy zamiast znajdować się w pasie wędruje prawie na szyje ;)

Jeśli chodzi o wersje dzienną to tu już inna sprawa - saszetka była szyta na zamówienie, pod wymiar córci (chodzi o pas) i oczywiście zawiera motyw który na chwilę obecna jest dla Karinki no. 1  - Monster High:) choć już powoli zaczyna wymyślać coś nowego i w najbliższym czasie czeka nas kolejne projektowanie i zamawianie (będzie okazja bo już wkrótce 6-te urodziny). Saszetka ta jest bardziej jak taka skrytka dzięki której nikt nie wie co tak naprawdę się w niej znajduje. Skonstruowana tak by dren wychodził z tyłu i nie "dyndał" przy nodze.

Podsumowując jak na razie przetestowaliśmy dwa rodzaje saszetek - te od Roche Polska (Accu Check) i od Saszetki na pompy insulinowe które według nas są miliona razy lepsze od tych dołączanych z pompą. Torebeczka jest w sam raz, pasek z rzepą bardzo mięciutki - dla nas rewelacja. Z czystym sumieniem POLECAMY :)












22:39

Pompa i szaleństwa w wodzie ? TAK !!

Pompa i szaleństwa w wodzie ? TAK !!
Gdyby rok temu ktoś mi powiedział że tak szybko oswoję się z tym małym sprzętem przypiętym do ciała mojej córeczki to wyśmiałabym go w głos. A teraz z dnia na dzień coraz bardziej zaczynam się do tej "rzeczy" przekonywać. Zwłaszcza że Karinka jest bardzo zadowolona i jakby taka bardziej pogoda. Jednak to ciągłe kłucie tych szczuplutkich rączek i nóżek to musiała być dla niej straszna męczarnia :( Sama raz spróbowałam ukuć się samą igłą to nie należało to do przyjemności. A moje dziecko musiało znosić to przez ponad rok i to kilka razy dziennie :(
Na szczęście teraz jest inaczej - kłucie jest ale tylko raz na 3 dni i to tak raz dwa trzy że nawet Karinka nie wie kiedy. Pamiętam jak zaraz po założeniu pompy moja córcia sama dopominała się insuliny z pena przed obiadem a gdy oznajmiłam że od teraz już nie będzie nam potrzebny (oczywiście zawsze w razie W mamy go ze sobą) to miałam wrażenie jakbym jej coś cennego odebrała. W końcu spędziła z nim trochę czasu i na pewno zdążyła się już troszkę "zaprzyjaźnić".
Patrząc jednak na to co jest teraz cieszę się że zdecydowaliśmy się na pompę. I wiem że była to dobra decyzja. Teraz jakby łatwiej się nam się żyje - pyk pyk i już insulina podana - dzięki pilotowi nawet nie muszę do pompy zaglądać a Karinka nie musi być obok mnie (producent pisze że zasięg to 5 m - według mnie 3m to wszystko).
Jednak zawsze musi być jakieś ale ;) u nas tym ale jest ... woda. A konkretnie to że Karina to zapalona pływaczka i jakby mogła to spędziłaby w basenie całą dobę. Nie mówię tu o niewinnym pluskaniu i moczeniu nóżek ale o wyławianiu przedmiotów z dna, skakaniu na główkę i pływaniu pod wodą w pełnym ekwipunku do nurkowania ;)
Niestety przy pompie nie możemy pozwolić sobie na moczenie całodobowe ale i z tym sobie radzimy. Karinka idzie pływać tak 30 min po jedzeniu - wtedy odpinamy pompę na ok 1-1,5h i tak ze dwa razy dziennie. Jak na razie jej to wystarcza zwłaszcza że Hubcio złapał ospę i bidulek nie może do wody wchodzić więc jedynym momentem gdy nie patrzy jest czas drzemki - zazwyczaj 2 godzinnej :)
W każdym bądź razie z pompą jesteśmy zakolegowani i kto wiem  może niedługo nawet się zaprzyjaźnimy :) - wiecie nie chcemy za bardzo się s pouchwalać co by nam jakiegoś psikusa nie wywinęła ;)




00:10

Bo z pompą, bo z pompą fajnie jest.... hmmm ?

Bo z pompą, bo z pompą fajnie jest.... hmmm ?
I kto by pomyślał że wkońcu nadejdzie ten dzień kiedy moja córcia zostanie "pompiarką". Od diagnozy jakoś sceptycznie podchodziłam do tematu pompy. Peny to jednak wolność a pompa - no właśnie - tu zawsze było jakieś "ale". Jednak stwierdziłam że skoro jest to urządzenie dzięki któremu Karince będzie się żyło lepiej to czemu mam jej ten w pewnym sensie komfort odbierać.
Pompa funkcjonuje z nami już od tygodnia. Póki co nie mamy żadnych problemów - no może fakt że na wstępie zepsuliśmy 2 wkłucia ze stresu ;) ale pozatym jest chyba w porządku. Karina nie narzeka - kwestie przeliczników, WBT itd. w miarę już opanowaliśmy (chyba całkiem dobrze nam poszło bo szkolenie 5 dniowe zmieniło się w 2 dniowe - z tym że i tak musieliśmy swoje odsiedzieć bo Karinka miała przy okazji robione coroczne badania).
Ogólnie pobyt w szpitalu i naukę wspominamy bardzo miło. Na szczęście są jeszcze osoby które faktycznie z powołania wykonują swój zawód :)
Oczywiście Karinka poznała nowe cukiereczkowe koleżanki (jedną z nich cukrzyca dopadła podczas urlopu zagranicą i karetką była transportowana do Polski) - swoją drogą to się nazywa pech :(
Jeśli chodzi o pierwsze wkłucie to matka została od razu rzucona na głęboką wodę - w sumie igła jak w penie ale moje ręce jakoś nie mogły tego pojąć i trzęsły się niemiłosiernie. Na szczęście udało się - no potem to już było z górki - obsługa pompy przyszła nam łatwo :) i w zasadzie od początku pobytu obsługiwaliśmy wszystko sami.
Oczywiście zaskoczyła mnie ta cała procedura z wkłuciami ;/ - biurokracja masakryczna. No czy to jest normalne żeby takie cuda trzeba było wyczyniać - skoro wkłucia są refundowane to czemu nie mogę ich od razu ze szpitala odebrać tylko najpierw dostaje jakieś zlecenie z tym musze iść do NFZ (na szczęście raz na rok) a potem dopiero po zaopatrzenie do sklepu medycznego. No poroniony pomysł. Dobrze że sklep z akcesoriami do naszej pompy jest 10 min drogi od domu i nie muszę jeździć do innego miasta (ale niestety sporo osób musi taki kurs wykonać). No kurcze czy nie lepiej było by otrzymać wszystkie rzeczy refundowane w 100% przy wizycie w poradni?
Ale wracając do naszej pompy :)
Podsumowując jest OK. Cukry można by rzec idealne - max 169 - bez żadnych skoków i mega spadków. Oby było tak dalej. Karinka już chyba się do niej przyzwyczaiła - biega, pływa (oczywiście po wypięciu), skacze, jeździ na rowerze - robi wszystko to co do tej pory :) Jedyne co to musi uważać na Hubcia który jak tylko wyczai wystający gdzieś dren to od razu za niego łapie - już raz o mały włos a doszło by do "wyrwania" ;)
Jeśli chodzi o przechowywanie to na dzień mamy saszetkę specjalnie zamówioną dla mojej córci według jej projektu a na noc wersje piżamową w kolorze białym - o tym w następnej notce :)

Hmmm - jak by nie było peny poszły póki co w odstawkę - oczywiście ich nie skreślamy bo wiemy że jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli to na przyszłoroczne wakacje tak na 3 tygodnie spowrotem do nich wrócimy - niestety urlopu z pompą w klimacie równikowym i całodziennym kontakcie z wodą sobie nie wyobrażam - ale to wszystko jeszcze przed nami.

Co by nie było - uroczyście oświadczamy że Karinka lat prawie 6 dołącza  do grona pompiarzy 8-go lipca 2014 roku.










07:56

By poprawić sobie humor :)

By poprawić sobie humor :)
Coś to lato w tym roku chyba nie chcę do nas przyjść :( Od rana w pełni przygotowywałyśmy się z Karinką do błogiego wylegiwania w słońcu które pojawiło się raptem na godzinkę a potem znikło za chmurami z których co chwilę padał deszcz :/
Chcąc zająć jakoś czas postanowiłyśmy upichcić coś w kuchni :) Padło na placuszek z czerwonymi porzeczkami których u nas w ogrodzie jest mnóstwo - Karinka z prędkością światła uzbierała duży kubeczek porzeczek a potem starannie je odszypułkowała :) Matka w tym czasie przygotowała wszystkie niezbędne produkty.
I zabrałyśmy się do pracy :)


 Mąka, jajka, masło itd...
 
 Pyszna kruszonka już gotowa  :)
 

 Ciacho kruche już w blaszce
 


 A tu puszysta masa serowa :)
 

 Lekka pianka
 
 I ciacho ląduje w piekarniku
 

 A tu już po upieczeniu - zapachy rozchodziły się po całym domu :)
 
Ciasto jest naprawdę pyszne i proste w wykonaniu - myślę że porzeczki można spokojnie zastąpić innymi owocami.
Przepis na ten placuszek o nazwie - "Porzeczkowa fantazja" pochodzi z bloga Kulinarne Szaleństwa Margarytki z którego bardzo często korzystamy i wszystkim POLECAMY !!! -> Porzeczkowa Fantazja
Aha i to co dla cukiereczków ważne - porcja 70g to ok 3 wymienniki - w tym 2,2WW i 0,8 WBT :) (mam nadzieję że dobrze to policzyłam bo wiecie my dopiero uczymy się wyliczać WBT)


22:13

Co to będzie ...?

Co to będzie ...?
Jak już zapewne wiecie dwa dni temu zamieszkała z nami nasza nowa lokatorka - mowa o pomie Accu Check Combo. Póki co grzecznie mieszka w pudełeczku i czeka na wypuszczenie - oczywiście od czasu do czasu do niej zaglądamy co by się oswoić i przyzwyczaić. Dziś już nawet na chwilę Karinka się w nią "ubrała" i stwierdziła że może wytrzyma z tym czymś przy pasie :)
Przyznam się szczerze że nie myślałam że tak szybko pompa stanie się naszą własnością. Decyzje o tym że chcemy ją mieć podjęliśmy pod koniec maja i dosłownie 3 tygodnie później dostaliśmy informacje że już czeka. Tak naprawdę to nie zbyt zdążyłam oswoić się z tą myślą że moja córeczka będzie "pompiarką" ;)
W poniedziałek (7 lipca) mamy zostać podpięci już tak naprawdę (bo teraz jesteśmy jakby pompiarzami dla NFZ ale jak to zwykle bywa w szpitalu miejsca brak więc musimy tydzień czekać aż się coś zwolni i będziemy mogli się szkolić 4 dni ).
Moje obawy jako matki są ogromne - najbardziej boję się tego że coś źle policzę albo źle założę wkłucie, albo Karina gdzieś wyrwie dren, albo pompa się nagle popsuje itd. itd. Na szczęście dobrze że tatek jest i matkę wspiera i mówi że zawsze do penów możemy wrócić gdyby Karina jednak nie chciała być do "czegoś" podpięta.
Wszystko zapewne wyjdzie w praniu :) Jak na razie odliczamy dni do naszego szkolno-urlopowego pobytu w szpitalu (niestety tatek jeśli teraz weźmie urlop to nici z naszego sierpniowego wyjazdu nad morze:( - ktoś musi z Hubciem zostać - choć nie powiem tatek ma plan co by w pracy sekretarki zajęły się małym - w sumie i tak nie mają nic do roboty ;)
Ale pożyjemy zobaczymy - pompa jest i czeka :) a razem z nią czekają nasze obawy.......
Copyright © 2016 Mama Cukiereczki , Blogger