23:29

"A niech Pani dziecka nie męczy.."

"A niech Pani dziecka nie męczy.."
Taka sytuacja - wiosna, piękna pogoda, jesteśmy z Karinką na placu zabaw. Wkoło pełno ludzi - chyba w każdym przedziale wiekowym. Zbliża się pora pierwszej kolacji więc wołam Karinę do siebie by zmierzyła cukier i coś zjadła. Wynik Ok. Sprawdzam ile insuliny podać i gdy zabieram się za podanie odpowiedniej dawki słyszę za plecami -" a niech pani już tak dziecka nie męczy". Odwracam się i widzę starsza Panią (pewnie babcia któregoś malucha bawiącego się w pobliżu). Chyba moje spojrzenie jest na tyle wymowne że pani jak szybko się pojawiła tak szybko znikła. Nie miałam ochoty tłumaczyć nieświadomej niczego kobiecie że ja dziecka nie meczę a wręcz mu pomagam by mogło normalnie żyć.

A może jednak powinnam zacząć z nią dyskusje bo pewnie takich ludzi jak ona jest pełno. Sama rok temu nie miałam pojęcia że cukrzyca dzieli się na dwa typy - że jeden jest zupełnie inny od drugiego, że na cukrzyce nie chorują tylko otyli i mało aktywni ludzie.
Edukacja odnośnie tego zagadnienia jest w Polsce bardzo marna. U Kariny w przedszkolu było szkolenie z pierwszej pomocy - niestety nie było mowy o tym co robić w przypadku zasłabnięcia cukrzyka. Ja też nie przypominam sobie by w szkole podstawowej czy średniej a potem na studiach były jakieś pogadanki na ten temat.

Mówi się ze cukrzyca to choroba cywilizacyjna XXI wieku a wciąż tak mało wiemy na jej temat. Społeczeństwo często postrzega osoby podające sobie insulinę za narkomanów. Sama rozmawiałam z dziewczyną która została zwyzywana przez "starsze pokolenie" od najgorszego ćpuna.
Przez takie sytuacje bardzo często dochodzi do tego ze chorzy ukrywają się z tą dolegliwością a nawet wstydzą się tego że są cukrzykami. A przecież cukrzyk to taki sam człowiek jak każdy inny tylko "bardziej wrażliwy na życie" i potrzebujący odpowiednich "wspomagaczy" by móc normalnie funkcjonować.

Z mojego punktu widzenia uważam że wciąż mało mówi się o cukrzycy, wciąż mało jest akcji typu "Żyję bo biorę". Zdecydowanie temat ten powinien być poruszany w przedszkolach, szkołach czy innego rodzaju instytucjach gdzie tak naprawdę na co dzień możemy spotkać diabetyków nie będąc nawet tego świadomi. A oni czasem potrzebują naszej pomocy. Więc w takich sytuacjach my osoby zdrowe powinniśmy wiedzieć jak się zachować i co zrobić by takiej osobie móc pomóc. 


We wtorek wybieram się na zebranie do przedszkola Karinki na którym ma być wykład odnośnie pierwszej pomocy w różnych sytuacjach. Jestem bardzo ciekawa czy będzie coś w temacie pomocy cukrzykowi.....

12:24

Rok za nami - poznajcie Karinkę cz.2

Rok za nami - poznajcie Karinkę cz.2
A tu mamy dla Was kolejną porcję zdjęć z naszego albumu.

 Jestem już coraz większa i właśnie dowiedziałam się że niedługo zostanę starszą siostrą :D

A tu już wakacje 2012 - Teneryfa :)

Harce w przydomowym basenie są super !!! :)

A tu oficjalnie zostałam starszą siostrą - przedstawiam Wam mojego braciszka Huberta

 A tu jestem już w szpitalu - nie uwierzycie ale najpierw dostałam takie łóżeczko dla niemowlaków bo bali się że w nocy spadnę ;) hahaha
 
 Tak to ja - nie wyglądam najlepiej ale cóż poradzić :(
 
 
 Huraaaa nareszcie po 24 godzinach mogę coś zjeść !! :D
 
 A tutaj jestem na przyszpitalnym placu zabaw - już czuję się o niebo lepiej
 
 Ostatni kadr szpitalny i wracamy do domu :D
 
 
 
 Wersja na elegancko i zakończenie przedszkola - ja już jako cukiereczka :)
 
 
 Bo kto powiedział że cukrzyk nie może podróżować - po 3 miesiącach od diagnozy kolejny urlop wakacyjny - Chorwacja 2013
 
 
A to ja dziś - hmmm chyba trochę się zmieniłam przez te 5 i pół roku :)
 
 
 
Pozdrawiamy wszystkich i zapraszamy do czytania i komentowania naszych wpisów
Mama Ania i Karinka


11:54

Rok za nami - poznajcie Karinkę cz.1

Rok za nami - poznajcie Karinkę cz.1
To już rok - rok jest z nami cukrzyca. Dokładnie 15 maja 2013 zdiagnozowano u Karinki cukrzyce typu 1. Wtedy byl to dla nas ogromny szok. Nie wierzyliśmy w to co się dzieje. Wciąż dręczyly nas pytania co zrobiliśmy źle że to spotkało nasze dziecko.
Dziś patrzymy na to wszystko z zupełnie innej perspektywy. Jesteśmy już na tyle oswojeni z tą chorobą że nie wpływa ona na nasz styl życia. Karina jest nadal tą samą uśmiechniętą i radosną dziewczynką. Jedyne co się w niej zmieniło to to że wydoroślała, cukrzyca sprawiła ze stała się bardziej odpowiedzialna i samodzielna.
Wie co jej wolno a co nie. Rozumie że nie moze objadac sie slodyczami jak inne dzieci i jeść kiedy jej to pasuje. Czasami sama ją za to podziwiam bo mnie jako doroslej osobie jest sie cieżko powstrzymac przed pysznosciami (matka na diecie jest tak jak wiekszość kobiet na tym globie;)).
Teraz kolejny rok przed nami, potem nastepne lata. Póki co nic nie zmienimy - cukrzyca nadal będzie z nami mieszkać ale wciąż wierzymy że nadejdzie taki dzień gdy bezpowrotnie eksmitujemy ja z naszego życia, z życia Karinki.
Ale teraz chcialabym byscie lepiej poznali moja coreczkę - dlatego przygotowałysmy przekrój zdjeciowy z prawie 6 lat - od momentu narodzin, przez okres niemowlecy, zahaczajac o moment w szpitalach, aż do teraz kiedy jest ona niesamowitym przeczkolakiem kochajacym życie :)
Zapraszamy do ogladania :)

To ja Karinka - tu jeszcze jako fasolka mająca niespełna 10 tygodni

A tu jestem już świecie
 
 Moje pierwsze Święta Bożego Narodzenia

Chrzest Święty - byłam bardzo grzeczna :D

 Z zaciekawieniem czytam codzienną prasę ;)
  
 Wypad z dziadkami na sanki - fajnie było ale jak człowiek ma się ruszyć w takim kaftanie ;)
 
A gdy zima się skończyła pora na spacerek w wózeczku
 
Haa ma już trochę włosków i pierwszą spineczkę :D
 
A tutaj świętujemy już moje pierwsze urodzinki
 
Fryzura a'la Apsy Daisy (zabijcie mnie nie wiem jak to się piszę ;)
 
Moje pierwsze wakacje samolotowe :) Rodos 2010
 
A tu w wersji jesiennej
 
Słodycze bardzo lubię choć teraz wygląda to nieco inaczej
 
Sylwester 2010/2011
 
A tu już lato 2011 i śniadanko przy basenie
  
I kolejny wypad wakacyjny - Kreta 2011
 
cdn....
                                        

12:09

Już wkrótce rocznica cukrzycowa...

Już wkrótce rocznica cukrzycowa...
Powiem Wam tylko że czas chyba ostatnio strasznie przyspieszył ;) W sumie to wydaje się jakby postawienie diagnozy Karinki było wczoraj a tu za 5 dni będziemy obchodzić już rok z cukrzycą.
Nawet nie wiem kiedy to zleciało. Pewnie kolejne lata minął jeszcze szybciej. Póki co przygotowujemy przekrój zdjęć począwszy od tych przed cukrzycowych, potem w szpitalu i teraz :)
Post opublikujemy dokładnie w rocznice czyli 15 maja :) Będziecie mieli okazje poznać nas jeszcze lepiej.
A teraz z racji że dziś sobota wyruszamy na  basenowe szaleństwa a wieczorkiem na mały shopping przed urlopowy ;) najwyższa pora uzupełnić garderobę o letnie stroje. Mamy upatrzone kilka rarytasów między innymi w Pepco i H&M - pokażemy co wyhaczyliśmy fajnego wieczorkiem.
A tu przypominajka z urlopowania zeszłorocznego :D

22:17

"Cukrzyca nasza..." opowiadanie

"Cukrzyca nasza..." opowiadanie

Mam na imię Ania i jestem mamą „cukiereczki”….

Wszystko zaczęło się wiosną 2013 roku – ogólnie ten rok był dla nas pechowy – najpierw 3 tygodnie w szpitalu z 5 tygodniowym synkiem, potem przyniesiony właśnie ze szpitala w ramach gratisu rotavirus a w maju diagnoza Karinki. Ale od początku.

Był koniec kwietnia 2013 roku – słońce powoli przebijało się przez chmury, trawa robiła się coraz zieleńsza a wkoło słychać było piski bawiących się dzieci. Nie było jednak w tym całym hałasie mojej córeczki -  Karinki. Z dziecka wesołego, radosnego i cieszącego się każdą chwilą zrobiła się cicha, małomówna, wiecznie ospała i nie mająca ochoty na nic. To był dla mnie sygnał że dzieje się coś niedobrego. Panie z przedszkola również potwierdzały że coś jej nie tak.

Karinka dodatkowo strasznie dużo piła i co za tym idzie co chwile biegała do toalety. Zdarzały się sytuacje że gdy nie było pod ręką czegoś do picia potrafiła sączyć wodę z kranu w łazience lub kuchni. To mnie strasznie zaniepokoiło – oczywiście jak to w dzisiejszych czasach techniki, internetu itp. człowiek od razu szuka odpowiedzi na dręczące pytanie u „doktora google”.

Gdy tak przeglądałam stronę po stronie moje obawy tylko wzrosły – wszędzie przewijało się jedno słowo – cukrzyca. Nie wierzyłam w to że moje dziecko od tak mogło zachorować – przecież w naszej rodzinie nikt na to nie choruje a to podobno choroba genetyczna (teraz wiem że to jedna wielka bzdura).

Skierowałam się więc z córką do diagnostyki zrobić podstawowe badania. Na wyniki czekałam kilka  godzin – wyszła podwyższona glukoza – sygnał że coś jest nie w porządku. Kolejnego dnia z wynikami podjechałam do naszej pediatry – Karinka była na czczo – zmierzono jej cukier glukometrem  (pierwszy raz) – wynik 407 !! (gdzie norma to 80-120). Od razu skierowano nas do szpitala na badania. Tam nikt nam nic nie mówił – w zasadzie to miałam wrażenie że personel z oddziału dziecięcego jest w większej panice niż my. Położono nas w Sali Intensywnego Nadzoru.  Był 15 maj 2013 godzina 17:43 – do Sali weszła kobieta która z miną jakby nic się nie stało oznajmiła – Pani córka ma cukrzycę 1 typu – i wyszła. Zostałam sama z coreczką (mąż musiał zająć się naszym 5 miesięcznym synkiem). Nie wiedziałam co mam robić – jak wytłumaczyć to dziecku, jak dalej będzie wyglądać nasze życie. Karinka po podaniu dożylnie insuliny jakby trochę odżyła i wkółko pytała się kiedy wrócimy do domu i że może być coś w końcu zjadła  - co ostatnim czasem było dla niej przeszkoda nie do pokonania – w wyniku czego straciła na wadze 4kg.

Kolejnego dnia rano poinformowano nas że za 4 dni zostaniemy przeniesieni do specjalistycznego szpitala gdzie się nami zajmą i przeszkolą odpowiednio „bo to przecież choroba na całe życie i jakoś musicie z tym żyć”.

Szczerze nie mogłam się doczekać aż wkońcu wyjdziemy z tego okropnego miejsca – klika miesięcy wcześniej na tym samym oddziale spędziłam 21 dni z synkiem który trafił tu z lekkim przeziębieniem i po 3 dniach mieliśmy wrócić do domu. Stało się inaczej w skutek czego miała strasznie złe wspomnienia związane nie tylko z tym miejscem ale także personelem .

Przyszedł wreszcie poniedziałek i z samego rana karetką zostaliśmy przetransportowani do innego szpitala. Tam było już zupełnie inaczej – były dzieci z tą samą chorobą, mamy które wzajemnie się wspierały, pani psycholog służąca ramieniem do wypłakania się, sala zabaw dla dzieci.

Karinka czuła się tu jak w domu – mogłyśmy swobodnie wychodzić na spacery po ogrodzie. Gdy ja byłam na szkoleniu ona razem z innymi cukiereczkami bawiła się w szpitalnym przedszkolu.

Spędziłyśmy tu 5 dni – przez te 5 dni musiałam w miarę ogarnać temat cukrzycy – insulina, glukometr, peny, paski, glukagon, korekty, hipoglikemia, hiperglikemia itp. – to pojęcia które na stałe miały wejść do naszego życia.

Gdy w piątek po śniadaniu poinformowano nas że wszystkie dokumenty są już gotowe i możemy wracać do domu byłam przerażona. Bałam się strasznie że nie podołam. Oczywiście mój kochany mąż i cała rodzina bardzo mnie wspierali ale ja wciąż miałam obawy że coś źle policzę, że podam za mało albo za dużo insuliny.

Nie zapomnę jak pierwszy raz miałam pena w ręce i musiałam zrobić córeczce „zastrzyk” – mój strach był wtedy na maksymalnym poziomie – ale dałam radę – głównie dzięki mojej wspaniałej dziewczynce która powiedziała – „mamo to nie boli tak bardzo, nie bój się”

Po powrocie do domu czekała nas chyba najbardziej nieprzespana noc – prawde mówiąc  ja nie mogłam zmrużyć oka i cały czas czuwałam przy Karince. Co 2 godziny mierzyłam cukier. Jeszcze kilka kolejnych nocy było takich ale z dnia na dzień cukrzyca jakby wkradła się w nasze życie i powoli oswajaliśmy się z nią.

Po miesiącu było już w sumie prawie tak samo jak przed diagnozą. W sierpniu pojechaliśmy w czwórkę na 10 dniowe zwiedzanie Europy – cukrzyca pojechała razem z nami. I było super – cukry pięknie się trzymały mimo że spędzaliśmy sporo czasu w samochodzie, mimo tego że Karinka jadła pyszne lody.  Po plaży dumnie biegała z różową opaską informacyjną o jej chorobie.

Po powrocie do domu czekał nas jednak dylemat – co teraz z przedszkolem. Już w szpitalu poinformowano mnie że może być bardzo ciężko by moje dziecko zostało przyjęte.

Jednak szczęście się do nas uśmiechnęło i pani dyrektor oznajmiła nam że od września czekają na moją córeczkę z otwartymi rękami i że do tego czasu odpowiednio się podszkolą i dadzą sobie radę.

Przez moje obawy Karinka do przedszkola poszła dopiero w październiku – pierwsze dni były dla mnie wyjątkowo stresujące – przez cały czas zerkałam na telefon i sprawdzałam czy aby nikt nie dzwoni.

Nikt nie dzwonił – nie licząc mojego męża który też się strasznie stresował tą całą sytuacją i na pewno ciężko mu się pracowało.  Kolejne dni mijały tak samo – i tak samo jest teraz. Żyjemy z cukrzycą już prawie rok i przyznam szczerzę że myślałam że będzie ciężej.

Karinka chodzi do przedszkola, ma koleżanki i kolegów którzy traktują jej chorobę jakby jej w ogóle nie było. Jest żywiołowym ,radosnym i pełnym życia dzieckiem.

Póki co nie należymy do żadnego organizacji ale mailujemy często z mamami innych cukiereczków, piszemy też naszego wspólnego bloga (choć nie ukrywam ciężko nam czasami to wszystko ogarnąć – dwójka dzieci, dom, praca) Poza tym Karinka zawsze chce wiedzieć o czym tym razem będę pisać i musi wyrazić zgodę na autoryzację ;)

Nasze życie może trochę się zmieniło – jesteśmy tzn staramy się być bardziej poukładani i zorganizowani – głownie chodzi tu o pory posiłków i ich ilość.

Myślę że cukrzyca już na tyle jest z nami „zaprzyjaźniona” że nie jest dla nas udręką – po prostu musimy z nią żyć i tyle – póki co tego nie zmienimy.

 

Pozdrawiamy

Ania i Karinka

 

Copyright © 2016 Mama Cukiereczki , Blogger